GNLJ: Agnieszka Dauksza, Jaremianka. Biografia. | Recenzje

2020-09-24

Kapituła ocenia nominowane pozycje ksiażkowe. Wejdź i przeczytaj ich opinie.


 

   

 

 

Wreszcie ktoś poświęcił solidne stadium jednej w najwybitniejszych, a mało znanych (poza środowiskiem kolekcjonerów I marszandów) polskich artystek awangardy. Imponuje szerokie podejście do tematu- nie tylko historyk sztuki znajdzie tu informacje na temat dzieł, warsztatu I “stawania się” artystki ale to też feministyczna historia emancypacji I historia Grupy Krakowskiej oraz Teatru Cricot.

Agata Passent

 

 

 

 


 

 

 Biografia Marii Jaremy to książka doskonała. Pod piórem Agnieszki Daukszy zapomniana, zmarła przedwcześnie krakowska malarka, którą zazwyczaj wspomina się tylko jako żonę, przyjaciółkę bądź współpracowniczkę słynnych artystów, odzyskuje należne jej miejsce w historii sztuki polskiej, odzyskuje swoją biografię i los. Okazuje się kobietą niezwykłą i niebanalną artystką, świadomą własnej wartości i gotową iść zawsze pod prąd. Dauksza rekonstruuje jej osobowość z nielicznych zachowanych świadectw i dokumentów; z niewiarygodną empatią, niczym archeolog  w krainie umarłych, wydobywa na światło dzienne uczucia i pragnienia, dramaty i euforie nie żyjącej od dawna bohaterki. Dojrzewa razem z nią. W ten sposób niepostrzeżenie dla czytelnika – i może dla samej autorki – biografia Jaremy całkiem naturalnie, bez jednej fałszywej nuty, bez choćby jednego kiksu, staje się także biografią Daukszy. Na kartach książki bohaterka naprawdę ożywa i staje się przewodniczką biografki po świecie sztuki – i po sztuce życia. Ta niesamowita symbioza bohaterki i autorki książki, to dokonujące się na oczach czytelnika porozumienie duchowe dwóch kobiet, które za życia nigdy się nie spotkały, lecz potrzebowały siebie nawzajem, by w niepowtarzalny sposób zaistnieć w świecie literatury, jest czymś niesamowitym. Ta książka udowadnia, że biografia nie jest gatunkiem drugorzędnym, doraźnym, użytkowym; że biografia może być dziełem sztuki. A biografia prawdziwej artystki – nawet musi.

 

Aleksander Kaczorowski